
Astro pokochał Święta i chociaż pani weterynarz surowo nam zabroniła częstować psa smakołykami z naszych stołów, to jednak nie obyło się bez kilku "wypadków" ^^ Do tej pory nie przemówił ludzkim głosem, ale ma jeszcze trochę czasu do północy.
Najśmieszniejsze było jak Astro przestraszył się modlitwy przy stole. Wszyscy mówili jednym monotonnym głosem i chyba to go trochę wystraszyło, bo usiadł swojemu panu na nogi i najpierw zaczął na wszystkich warczeć, a później szczekać, więc modlitwa wyszła na wesoło :)
Zastanawialiśmy się, co dać psu pod choinkę, ale uznaliśmy, że żadne gadżety typu nowa obroża, kocyk, zabawka albo smycz na pewno tak go nie ucieszą jak kość, bo największa pasja Astra to obgryzanie :) więc dostał kość. Uznaliśmy, że prezent nie musi być praktyczny, najważniejsze jest, żeby cieszył.
P.S. Jestem pewna, że gdyby Astro mógł, to życzyłby wszystkim Wesołych Świąt! :) To w końcu pies, który kocha cały świat!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz